Tym razem szlak nieco łagodniejszy jeśli chodzi o kamienie itd, większość podjazdów dało się podjechać aczkolwiek puls szedł na 195 i wystarczał czasem jeden uślizg koła na kamieniu/korzeniu aby całkiem zatrzymać w miejscu... Jednak zabawa przednia, i niezapomniane uczucie gdy ten kolejny niekończący się podjazd jednak się kończy ;]. Niestety szlak ogólnie rzadko uczęszczany, zarośnięty trawami, jeżynami i nie wiem czym jeszcze. Często było tak że nie widać ścieżki i od czasu do czasu ląduje się w jakimś dole w trawie obok ścieżki ;]. Do tego wszystkiego dochodzą jeżynki z kolcami ładnie zdobiące nogi, no ale czego się nie robi dla takich widoków jak tam... trasa dość malownicza, dziwne że tak mało uczęszczana... Jakoś w okolicach Balnicy mamy trochę błotnych przygód w lesie, kilka przepraw przez błotne potoki itd :). Jak już Wydostaliśmy się z lasu to zaczęła się kaminista szutrówka gdzie ładnie coś koło 45 na zjazdach dało się wycisnąć. Potem mały problem w nawigacji i dodajemy sobie jakieś 5 może 10km, no ale w końcu obieramy właściwą drogę powrotną po asfalcie w stronę Cisnej. Ładny podjazd chyba na Przełęcz Przysłup gdzie dokładam kumplom po kilka minut ;-). No i w końcu asfaltowy zjazd gdzie wyciskam 66 km/h niestety więcej nie zdołałem już wycisnąć.
Większość trasy pieszymi szlakami... czyli dużo wpychania po korzeniach, kamienia i błocie, podjazdy z HR 190 i zjazdy... wywaliłem się z 5 razy, raz mnie ściągnęła gałąź zaklinowana w kasku ;-0, potem pięknie po zapuszczonym szlaku wjechałem w krzaki gdzie po OTB miękko na nich wylądowałem =]. Potem niestety było trochę mniej kolorowo, ratując się przed zwalonym drzewem pięknie wyglebiłem się na kamieniach zdzierając udo, łokieć i obijając żebra. No, ale zdarza się :> jechać trzeba dalej. Potem jeszcze gdzieś rozwaliłem kolano, nawet nie wiem o co (może jakiś krzak). Ogólnie widoki na trasie świetne szkoda tylko że tyle gleb zaliczyłem ;)
Wycieczka w 11 osobowym składzie czerwonym szlakiem do Chełma. Trasa była bardzo różnorodna, od szutrówek, poprzez piach, błoto, ugniecione przez traktor siano po zarośniętą łąkę, chaszcze, pokrzywy i 'spacer' po wale wzdłuż Wieprza ;-), ale co to dla nas :-D. Wycieczka zakończona kąpielą w jeziorku a potem świetnym grillem.
Miały być pierogi w Bychawie, ale ze względu na ździerstwo biletowe (10zł za sam wstęp na festyn) skończyło się na lodach z automatu. Po czym jazda na Piotrków a potem jazda po polach na (dez)orientacje ;)
Wycieczka do Kazika (ostatni raz rowerem w Kaziku byłem 2 lata temu). Do Nałęczowa przejazd wariantem asfaltowym. Od Nałęczowa jazda szlakiem pieszym. Za Rąblowem spotykam innego rowerzystę, który jak się okazuje również jedzie do Kazimierza Dolnego, tak więc kontynuujemy dalszą jazdę w grupie. Okazuje się że zna inny dojazd do Kazimierza a mianowicie od południowo zachodniej strony wzdłuż Wisły, więc przystaję na nowy wariant trasy. Susza daje się we znaki na piachu, momentami trzeba się ewakuować na pole bo nie da się jechać ;]. W okolicach Kazimierza na ładnym zjeździe w związku z chyba uślizgiem kół, przytulam się prawym barkiem i prawą nogą do Matki Ziemi. Poza kilkoma zadrapaniami od krzaków strat w ludziach i sprzęcie brak. Do Kazika zjazd po kocich łbach, ale nie tych od Baszty, a chyba ulicą Małachowskiego (o ile dobrze pamiętam), wytelepało mnie ostro (przydałby się lepszy amor). Powrót już raczej spokojnie. Do Nałęczowa szlakiem czerwonym. Od Nałęczowa jadę już sam, asfaltem tak samo jak przyjechałem. Wiatr trochę wieje w twarz (jak zawsze pod górę i pod wiatr), ale dojeżdżam w końcu do LBN. Pierwsza setka sezonu jest!
Wycieczka do Krzczonowskiego Parku Krajobrazowego, dojazd dość terenowym wariantem, włącznie z przejazdem przez @#^!@$% końskie dukty w lesie... (przydałby się lepszy amor). Zabawa z orientowaniem mapy i wyznaczanie własnej pozycji również nie pozostały nam obce.